Dziwnie to może zabrzmi, ale ja się nawet cieszę, że trafiłam do szpitala na te kilkanaście godzin. No, może nie do końca słowo "cieszę" jest idealne, bo leżenie pod kroplówką i bycie kłutym nie należy do przyjemnych czynności, ale staram się w tej przygodzie odnaleźć pozytywy. Oprócz oczywiście najważniejszego, czyli odkrycia przyczyn pogorszenia się mojego stanu zdrowia (pilnowanie regularności zażywania antybiotyków bywa niezwykle męcząca). Dla mnie takim pozytywem na pewno będzie przeczytanie dosyć dużej ilości stron wspomnianej już kilkakrotnie książki o ostatnim carze Rosji - Mikołaju II Romanowie. Dzięki temu zostało mi do doczytania kilkadziesiąt kartek, co zrobiłam m.in. jadąc i wracają ze spotkania DA. Dzięki temu nie tylko nie nudziłam się na sali szpitalnej, ale też skończyłam czytać lekturę dużo szybciej, niż pierwotnie zakładałam. Da się znaleźć pozytywy niespodziewanego pobytu w szpitalu? Da się :). Co nie oznacza, że marzę o ponownym w nim pobycie. Oby jak najdłużej nie.
A co do samej książki to bardzo mi się podobała pomimo trudnej i dosyć kontrowersyjnej tematyki, jaką podejmuje. Z drugiej strony historia dynastii Romanowów od dawna mnie interesuje, co wpłynęło na to, iż mimo wszystko lektura książki była dla mnie interesująca.
Tytuł: "Mikołaj II - ostatni car Rosji. Studium postaci i ewolucji władzy"
Autor: Jan Sobczak
Wydawnictwo: Bellona
Warszawa 2009
Ilość stron: 580
Dzieje panującego w Rosji rodu Romanowów interesowały mnie od czasów szkoły podstawowej, kiedy usłyszałam, że cała rodzina ostatniego cara Rosji została uznana przez cerkiew prawosławną za świętą. Potem co nieco usłyszałam na lekcjach historii. Aż w końcu w 2007 roku świat obiegła informacja o odnalezieniu zaginionych szczątków carewicza Aleksego i jednej z jego sióstr (ciała pozostałych członków rodziny i służby znaleziono już w 1991 roku). Media rozpisywały się o tym na lewo i prawo, a moja ciekawość przybrała na sile. Od tamtego czasu staram się poznawać historię dynastii Romanowów, z naciskiem na jej ostatnich władających Rosją przedstawicieli.
O książce napisanej przez Jana Sobczaka "Mikołaj II - ostatni car Rosji" słyszałam już jakiś czas temu, teraz miałam okazję ją przeczytać. Pozycja nie należy do najcieńszych i najlżejszych w odbiorze, a jednak jej lektura była dla mnie całkiem przyjemna. Przedstawiała ona pełny życiorys ostatniego cara Rosji od narodzin do śmierci, a nawet jeszcze dalej, bo aż do odnalezienia ostatnich szczątków rodziny. Autor szczególną wagę przywiązuje do polityki prowadzonej przez Mikołaja II - jej pozytywnych oraz negatywnych skutkach. Trwogę w czytelniku mogą wzbudzać opisy paniki na Chodynce, krwawej niedzieli w Sankt Petersburgu w 1905 roku, czy też egzekucji całej rodziny carskiej. Ale pojawia się też nadzieja, kiedy dochodzi się do momentu, kiedy Romanowie zostają uznani za świętych cerkwi prawosławnej, jako męczennicy. Mieli zostać zapomniani przez wszystkich, a okryli się wieczną chwałą. Automatycznie skojarzyło mi się to z beatyfikowaną niedawno rodziną Ulmów. Podczas czytania próbowałam też znaleźć odpowiedź na nurtujące mnie od dawna pytanie, czy postać Mikołaja II należy bardziej postrzegać jako ofiarę, despotę, czy może bohatera. I jak zwykle okazało się, że tak właściwie punk patrzenia zależy od punktu siedzenia, a w samym Mikołaju było po trochu wszystkiego.
Książka w bardzo ciekawy sposób przedstawia życiorys Mikołaja II Romanowa od momentu urodzenia do śmierci, a nawet jeszcze dłużej. Język, w jakim została napisana jest zrozumiały, chociaż typowo naukowy. Na uwagę zasługuje kunszt i zebrany materiał, który posłużył do napisania publikacji. Bardzo ciekawym uzupełnieniem całości i przełamaniem treści pozycji są zamieszczone co jakiś czas repliki rycin, obrazów i fotografii związanych z jej treścią. Wszystko to sprawia, że książka, chociaż nie należy do cienkich, jest dosyć przyjemna i zrozumiała w odbiorze.

Ciekawie opowiedziana biografia to duży plus dla czytelnika...
OdpowiedzUsuńZa szpitalami nie tęsknimy, ale czasami są potrzebne.
Lubię biografie, byle obiektywne ;)
OdpowiedzUsuńNie wiedziałam, że rodzina uznana została za święta, dlatego zaciekawiła mnie ta książka. Może też postaram się ją przeczytać. A swoją drogą ciekawa jestem jak wygląda uznawanie za świętych cerkwi prawosławnej, czy tak jak u nas?
OdpowiedzUsuńczytałam tylko o Rasputinie czyli też liznełam trochę o carskiej rodzinie
OdpowiedzUsuńPrzyznam szczerze, że skojarzenie Ulmów z carską rodziną mnie zaskoczyło, bynajmniej nie dlatego, żebym ujmowała czegoś Ulmom, raczej przeciwnie...
OdpowiedzUsuń