Z pierwszej serii antybiotyków przerzuciłam się na drugą. Tak jak wspominałam, jest ona dużo bardziej łagodniejsza niż ta pierwsza, choć tak naprawdę jej skutki prawdopodobnie odczuję dopiero za kilka dni. Na razie jeszcze działa na mnie ta pierwsza dawka, niestety. Znajomi mi się pytają, czy nie lepiej było ją przyjąć podczas pobytu w szpitalu, ale lekarz sam przyznał, że w zasadzie nie ma potrzeby podawania mi tego w warunkach ambulatoryjnych, jeżeli tylko będę przestrzegać tych 8-godzinnych odstępów. Poza tym, jak trafiłam na SOR, to coraz więcej osób trafiało na niego z wirusem, więc może wersja leczenia w domowych warunkach połączona z felinoterapią, jest naprawdę najlepszą opcją w tym wszystkim.
No właśnie, trafiając do szpitala na dłużej musiałabym też na ten czas znaleźć opiekę dla Puśki. Niby mam sąsiadkę, która bardzo chętnie dogląda moją kotkę podczas mojej nieobecności, ale wolę nie nadwyrężać jej życzliwości. Chociaż wiadomo, że w razie czego nie byłoby problemów z przejęciem przez nią opieki nad zwierzakiem.
Na pedagogice udało mi się usprawiedliwić nieobecność na zajęciach, które opuściłam z powodu problemów z żołądkiem. Te dwa tygodnie temu, nawet gdybym nie wiem jak chciała, to i tak nie dałabym rady dojechać ani na zajęcia, ani do pracy. To dobra wiadomość (z tym usprawiedliwieniem nieobecności), tym bardziej, że obawiałam się, iż będzie z tym problem. Co prawda zwolnienia szpitalnego nie dostaje się ot tak, ale wiadomo, że są wykładowcy, dla których trzeba być na ich zajęciach, choćby się było w stanie agonalnym. Lata praktyki i obserwacji mi to skutecznie uzmysłowiły. Na szczęście większość wykładowców jest wyrozumiała i uznaje, że ktoś może się najskuteczniej w świecie rozchorować. Najciekawsze w tym wszystkim jest to, że spóźniłam się na te zajęcia, ponieważ po raz trzeci* udowadniałam, że moja niepełnosprawność uniemożliwia mi robienie notatek oraz pisanie ręczne kolokwiów i sprawdzianów. Tak, jakby nie można było zrobić tego raz. Ale wnioskowane udogodnienia zostały mi przyznane, więc jestem usatysfakcjonowana.
Udało mi się też zdobyć notatki na jedno z kolokwiów, które mamy w tym tygodniu. Nie jest tego dużo, więc nie powinnam mieć problemów z uzyskaniem zaliczenia. Chociaż nigdy nie wiadomo na jakie pytanie się trafi i czego będzie tak naprawdę wymagał wykładowca. Zastanawiam się też, czy mogę już zgłaszać wykładowcom przysługujące mi udogodnienia z tytułu niepełnosprawności**, czyli m.in. zamianę formy zaliczenia z pisemnej na ustną. Dobrze by było. Ale dopytam o to jeszcze wydziałowego koordynatora ds. osób niepełnosprawnych. Mam nadzieję, że będzie zorientowany w tych sprawach.
* tym razem na tok nauczania obejmujący II stopień Nauk o Rodzinie
** wniosek mam zaakceptowany, ale musi go jeszcze podpisać prodziekan, a jego chwilowo nie ma na wydziale
Zdrowie jest najważniejsze wiem, że brzmi to jak slogan ale to prawda. Wszystko się da załatwić . Życzę dużo zdrowia dbaj o siebie jesteś potrzebna wielu ludziom no i Puśce oczywiscie:) Pozdrawiam serdecznie :)
OdpowiedzUsuńZapewne prorektor zaakceptuje to co Ci się należy, pozdrawiam a zaległości nadrobisz.
OdpowiedzUsuńTy się wylecz porządnie, a resztą się będziesz martwić potem...;o)
OdpowiedzUsuńZdrowiej Karolinko, serdecznie pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńZdrówka, i jeszcze raz zdrówka Karolinko!
OdpowiedzUsuńDużo zdrówka Ci życzę :).
OdpowiedzUsuńI wyrozumiałości u wykładowców...
Dużo zdrowia i powrotu do normalnego funkcjonowania. Dbaj o siebie. Pozdrawiam serdecznie:):):)
OdpowiedzUsuń