Myślę, że każdy z nas lubi być w mniejszym lub większym stopniu zauważony i doceniony. Nie inaczej jest ze mną - wbrew pozorom słynna piramida Masłova przedstawiająca hierarchię potrzeb jest identyczna dla większości z nas, jeżeli nie dla wszystkich. Ostatnio w dosyć niespodziewany i nieoczywisty sposób zostałam zauważona przez jedną z wykładowczyń, która była z nami w Rzymie podczas majowego wyjazdu studyjnego.
Na pierwszym roku Nauk o Rodzinie mieliśmy z nią pedagogikę ogólną oraz pedagogikę rodziny w wersji on-line, a więc nie za bardzo mogliśmy ją poznać. No bo zdalne to nie to samo co stacjonarnie. W dodatku mieliśmy w grupie osoby, które ciągle stroiły sobie żarty ze wszystkich wykładowców, przez co jeszcze bardziej była na nas cięta. Zresztą wcale się jej nie dziwię, bo chyba sama bym była. Potem spotkałam ją bliżej podczas Dnia Judaizmu i Dnia Islamu w Kościele Katolickim, ale chyba najbliżej poznałam ją podczas tych pięciu dni spędzonych w końcówce maja w Rzymie. Nawet mnie wtedy pochwaliła za moją część oprowadzania po Wiecznym Mieście, czym zmyła z siebie obraz surowego belfra.
W tym roku mamy z nią przedmiot Metodologia nauk o rodzinie. Wszyscy się ich obawiali, ale ja byłam dziwnie o nie spokojna. Tak naprawdę z metodologią badań naukowych miałam styczność już i na AWFie w Kato, i na Pracy Socjalnej na UPJPII, i na Pedagogice na UŚ-iu, więc znowu ten materiał nie jest już dla mnie taki nowy i tajemniczy. Ba, ośmielam się nawet stwierdzić, że jest on dla mnie wręcz powtórką poznanego już wcześniej materiału. Co prawda, zajęcia mamy co 2 tygodnie, a wiele z nich nam przepadło (w najbliższy piątek mamy odrabiać któreś z nich), ale po tym co dotychczas było myślę, że nie jest tak źle, jak mogłoby się wydawać z opisu sylabusa.
Ostatnio mieliśmy pierwsze ćwiczenia z tego przedmiotu, na których w parach opracowywaliśmy mapy myśli obrazujące przydzielone nam tematy, które następnie referowaliśmy przed całą grupą. Moja para miała za zadanie przedstawić ogólnie na podstawie przyniesionego przez wykładowczynię artykułu naukowego, czym tak właściwie są te nasze Nauki o Rodzinie. Według mnie powinno nam to być wytłumaczone na pierwszym semestrze pierwszego stopnia. Ale z drugiej strony Ci, którzy kontynuują naukę znają to z praktyki, są jednak z nami osoby, które przyszły do nas z innych kierunków i to im się głównie ta wiedza przyda. Po wielu analizach i przemyśleniach wyszedł nam taki oto schemat obrazujący główne punkty naszego artykułu naukowego.
Jednak największe zaskoczenie spotkało mnie po skończonych zajęciach, kiedy wykładowczyni poprosiła mnie i jeszcze jedną osobę z grupy o pozostanie w sali. Kiedy wszyscy już wyszli zaproponowała naszej dwójce udział w projekcie badawczym obejmującym całe województwo. Oczywiście mówiła, co to za projekt, ale ja z jednej strony jeszcze pod wpływem poprzedniej dawki antybiotyków, a z drugiej będąca w małym szoku, że ktoś zauważył kogoś takiego jak ja po prostu zapomniałam. Ale obiecałam się zastanowić, bo wiecie, trzeba to wszystko przemyśleć, czy podoła się temu wszystkiemu i znajdzie na to czas, a nie rzucać się pod wpływem euforii na głęboką wodę.
Gratuluję sukcesu :)
OdpowiedzUsuńGratuluję 👏 Jesteś bardzo ambitna, mądra i Ona to zauważyła. Pozdrawiam serdecznie 💞
OdpowiedzUsuńSerdecznie gratuluję kochana!
OdpowiedzUsuńhttps://okularnicawkapciach.wordpress.com/