Niektóre tragedie są powszechnie znane, jednak myślę, że o większości z nich nie mamy pojęcia. Czasami jednak są one przypominane w różnych serwisach internetowych, szczególnie kiedy przypadają ich rocznice. Właśnie w ten sposób dowiedziałam się o katastrofie, jaka wydarzyła się w okolicy, z którą jestem związana od kilku lat za sprawą Maratonu 3 Jezior oraz Górskiego Biegu Frasattiego, a mianowicie w pobliżu Jeziora Żywieckiego. W tym roku minęło bowiem 45 lat od chwili, gdy wpadły do niego 2 autokary wiozące górników do pracy.
Tragiczna rocznica: mija 45 lat od katastrofy autobusowej w Oczkowie
45 lat temu wydarzyła się jedna z największych katastrof drogowych w naszym kraju. 15 listopada 1978 roku w znajdującym się koło żywca Oczkowie dwa autobusy wiozły pracowników do pracy w kopalni. W pewnym momencie wpadły w poślizg, a następnie runęły do Jeziora Żywieckiego. W wyniku wypadku zginęło 30 osób, z kolei przeżyło go 9 pasażerów.
| Autosan H9 (przed 1979 r.) (źródło) |
"Władze samorządowe pamiętają o ofiarach tragedii. Uczcimy je, prosząc mieszkańców o modlitwę. Z uwagi na trwający obecnie gruntowy remont drogi w miejscu katastrofy, nie zostaną w tym roku złożone jednak kwiaty przed obeliskiem. Wrócimy za rok" - powiedział rzecznik żywieckiego magistratu - Mariusz Hujdus.
Katastrofa wydarzyła się 15 listopada 1978 roku nad ranem. Autobus wiozący górników do kopalni Brzeszcze, Ziemowit i Mysłowice wpadł w poślizg w wąwozie Wilczy Jar i runął w kilkunastometrową przepaść do Jeziora Żywieckiego. Kilkanaście minut później ten sam los spotkał drugi autobus, który spadł 3 m obok. W katastrofie zginęło 30 osób, w tym 27 górników, wdowa po górniku, który dwa tygodnie wcześniej zginął w wypadku (jechała załatwić formalności związane z jego pogrzebem) oraz dwóch kierowców.
Za oficjalną przyczynę wypadku prokuratorzy z Bielska - Białej uznali błąd kierowców. Mieli oni nie zachować ostrożności i nie dostosować prędkości do warunków panujących na śliskiej wtedy szosie. Historyk Paweł Zyzak, autor książki "Tajemnica Wilczego Jaru", uważa jednak, że śledztwo przeprowadzono tak, aby nic nie zostało wyjaśnione. W swojej publikacji zwrócił uwagę na pewną krążącą wtedy pogłoskę o tym, że świadkowie wypadku widzieli na moście milicyjny samochód, który miał doprowadzić do tegoż wypadku.
Jego ofiary upamiętnia obelisk z tablicą ustawiony przy moście. Osoby, które wtedy zginęły to:
- Józef Adamek (35 lat)
- Tadeusz Bargiel (36 lat)
- Leszek Barteczko (26 lat)
- Bolesław Cader (46 lat)
- Roman Fic (23 lat)
- Henryk Fidyk (43 lat)
- Tadeusz Filipiak (27 lat)
- Jan Górny (31 lat)
- Józef Górny (30 lat)
- Antoni Habiciak (27 lat)
- Kazimierz Kastelik (30 lat)
- Janusz Kobza (22 lat)
- Waldemar Kubalańca (18 lat)
- Bogumił Kucharski (35 lat)
- Tadeusz Kupczak (27 lat)
- Zygmunt Kupczak (32 lat)
- Andrzej Lach (21 lat)
- Leszek Mrowiec (20 lat)
- Jan Pach (27 lat)
- Kazimierz Ścieszka (22 lat)
- Jan Tomaszek (29 lat)
- Stanisław Urbaniec (18 lat)
- Jerzy Walaszek (19 lat)
- Natalia Walaszek (23 lat)
- Stanisław Widuch (18 lat)
- Franciszek Wieczorek (38 lat)
- Antoni Wiewióra (26 lat)
- Czesław Wróbel (24 lat)
- Stanisław Wrzeszcz (27 lat)
- Bolesław Zoń (48 lat)
Listę otwierają i zamykają kierowcy. Pierwszy autobus prowadził Józef Adamek, ojciec pięściarza Tomasza Adamka. Drugi natomiast Bolesław Zoń. Najmłodsze ofiary miały po 18 lat, najstarsza - 48.
Tragedia w Oczkowie jest drugą pod względem liczby ofiar katastrofą, która wydarzyły się na polskich drogach po wojnie. Największą była ta w 1994 roku, kiedy w katastrofie pod Gdańskiem zginęły 32 osoby, a 43 odniosły rany.
Od tamtego czasu katastrofy nadal się zdarzają, pomimo ulepszenia dróg i technologii a ofiary często pozostają bezimienne...
OdpowiedzUsuńjotka
Okropność.
OdpowiedzUsuń