Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

Jaki był ten dzień

"Jaki był ten dzień,
co darował, co wziął?
Czy mnie wyniósł pod niebo,
czy zrzucił na dno?
Jaki był ten dzień,
czy coś zmienił, czy nie?
Czy był tylko nadzieją
na dobre i złe?"

niedziela, 12 listopada 2023

1765. Wypalona wspólnota

Od jakiegoś czasu komunikacja w naszej parafialnej scholi kuleje. Taka spontaniczna komunikacja, bo o zaplanowanej nieobecności osoby za nią odpowiedzialnej z reguły wiem. O ile oczywiście jestem w mojej parafii na niedzielnej Mszy świętej, bo z tym też różnie bywa. Ale choćby nawet, to nie rozumiem dlaczego nie można tak jak kilka lat temu po prostu napisać SMSa, że w tą niedzielę schola nie śpiewa. Człowiek wyszedłby później z domu (zazwyczaj schola gromadzi się już 40 minut przed Mszą), a przynajmniej wziąłby sobie drobne na ofiarę. Jasne, ja też mogę zadzwonić na komórkę pani Dyrygent, ale jak dzwonię, to mam wrażenie, że jest poirytowana. A na SMSy mi nie odpisuje. Przykro mi z tego powodu. Tym bardziej, że przez 15 lat wydaje mi się, że sporo robiłam i nieraz nieźle się nakombinowałam, aby po zajęciach w Krakowie zdążyć jeszcze na Mszę lub nabożeństwo przez nas obstawione. Ale widać taki już mój żywot - można się starać, a i tak w ostatecznym rozrachunku wychodzi, że "się niewystarczająco udzielam". A może to oni nie dają mi ku temu okazji. Kiedyś lubiłam tam chodzić, ale teraz coraz częściej nie mam ani ochoty, ani motywacji. Oczywiście nie chodzę do kościoła dla scholi, jednak kiedyś coś się w niej działo, coś robiliśmy, były próby. A teraz, teraz nawet tego ostatniego nie ma... A jak człowiek wychodzi sam z jakąś inicjatywą, to jest tłamszony, a to przez proboszcza, a to przez Panią Dyrygent. Błędne koło...
Nie wiem, może to ja się wypaliłam i nie cieszy mnie to, co cieszyło jeszcze kilka lat temu. A może to Pani Dyrygent się wypaliła? A może ja mam za duże oczekiwania i błędnie pojmuję wspólnotę? A może wszystko po trochę? Ech, może powinnam zmienić temat mojej prelekcji na konferencji i mówić o wypaleniu w kontekście wspólnot religijnych? To tak odnośnie "Wypalonego Kościoła". 

5 komentarzy:

  1. Dobry pomysł na temat, może znajdziesz przyczynę, przygotowując wystąpienie...
    jotka

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja tam uważam, że jak jest odwołane , spotkanie, czy też ktoś nie może przyjść to dobre wychowanie nakazuje zawiadomić kogo trzeba. Chwała Ci za to że się spieszyłaś z Krakowa co by zdążyć. No cóż stara już jestem i doprawdy nie rozumiem niektórych ludzi, a Ty Karolinko wszystko robisz OK więc przestań się przejmować innymi ludźmi , niestety niektórych się nie da zmienić .
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Karolino to było do przewidzenia, śledzę proboszcza i jest on nieskory do jakiejkolwiek współpracy może i dyrygentce też się odechciewa.Pozdrawiam cieplutko.

    OdpowiedzUsuń
  4. Moja córka odeszła ze scholi, bo zaczęło się dziać podobnie. Straciła chęci i motywację.

    OdpowiedzUsuń