Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

Jaki był ten dzień

"Jaki był ten dzień,
co darował, co wziął?
Czy mnie wyniósł pod niebo,
czy zrzucił na dno?
Jaki był ten dzień,
czy coś zmienił, czy nie?
Czy był tylko nadzieją
na dobre i złe?"

środa, 29 listopada 2023

1782. Wiedziałam, że nie wyjdzie mi to na dobre

Zastanawiam się, ile razy w ciągu swojego życiu słyszałam, że należy uprawiać sport, ponieważ to samo zdrowie. Setki, jeżeli nie tysiące. Nie twierdzę, że tak nie jest, ale z drugiej strony - jestem doskonałym zaprzeczeniem tej tezy. Nie wiem, może za szybko wróciłam do trenowania po ostatniej antybiotykoterapii, pamiętam jednak czasy, kiedy przyjmowanie antybiotyku w połączeniu z treningami zbytnio na mnie nie wpływało. Może i miałam wtedy ciut gorsze wyniki od przeciętnej, jednak po skończonej terapii i odczekaniu tygodnia wszystko wracało do normy.
Teraz planowałam wrócić do sportu gdzieś w połowie grudnia, tak aby dać organizmowi szansę na regeneracje. Jednak Młodsza musiała donieść Prezesowi, że nie chodzę na zajęcia, no i Prezes wziął mnie na rozmowę. Z mojego planu wyszły nici, obiecałam, że wrócę już teraz. Wiem, trzeba było zawalczyć o swoje, ale nie jestem typem wojownika.
Jak już wielokrotnie pisałam, w naszym mieście trwa kapitalny remont głównej ulicy. A żeby w miarę szybko się dostać do szkoły, najlepiej jest przez nią przejechać. Z pracy zaś wracam tak, że jestem praktycznie na styk rozpoczynających się zajęć. Ostatnio nawet się spóźniłam, bo korek był na drodze z powodu wypadku. No i co ja miałam na to poradzić? Trasy autobusu nie zmienię. Nawet zmiana transportu na pociąg nie ma sensu, bo byłabym jeszcze później. No, ale pretensji musiałam się nasłuchać, nawet po tym, jak grzecznie przeprosiłam za zaistniałą sytuację. Zwłaszcza od Młodszej. Łatwo jej mówić, skoro mieszka dosłownie kilkadziesiąt metrów od szkoły, w której mamy zajęcia, a jej obowiązki ograniczają się do ogarnięcia pokoju i czasami wyprowadzenia psa.
Treningi są jednak bardziej efektywniejsze niż te, które mieliśmy z poprzednim pseudotrenerem. Z obecnym coś się dzieje. I nie wymyśla bez przerwy bezsensownych ćwiczeń tłumacząc, że motoryka jest najważniejsza. Ok., niech takie zajęcia też będą, ale jeżeli ja je wykonuję przez cały rok, ani razu nie ćwicząc startów, czy też nie przebiegając dystansu na bieżni, to już jest coś nie tak. Żeby nie było, w przypadku zawodników konkurencji technicznych było tak samo. Teraz już jest w porządku, a ćwiczenia na zajęciach są bardziej różnorodne i pod nasze konkurencje.
Niestety, aktualnie moja efektywność jest mniejsza nie tylko przez ostatnią antybiotykoterapię, ale i przedwczorajszy upadek, który skończył się obdarciem dłoni oraz dosyć silnym stłuczeniem (kolejnym w ostatnim czasie) prawego kolana. Niby mogę biegać, ale nie tak szybko, jakbym mogła w normalnej sytuacji. Kiedy tylko szybciej biegnę - odczuwam ból w stłuczonej kończynie. Nie chcę też wiedzieć,  ani nawet myśleć, czym zakończyłby się kolejny upadek. Na pewno - niczym dobrym. Zauważyłam, że moja koordynacja i równowaga uległa pogorszeniu po treningach z poprzednim trenerem (co zwykle nie miało miejsca, a wręcz dotychczasowe treningi, do tych z pseudotrenerem, pomagały mi w ich zachowaniu), a więc to kolejny argument za tym, że motoryka nie jest najważniejsza.
Wspomniany remont niejako wymusza na mnie powrót do domu na nogach. Mogłabym czekać na autobus, ale nigdy nie wiadomo, kiedy jakoś przyjedzie. No i chyba te piesze powroty nie wyszły mi na dobre, bo ostatni okupiłam przeziębieniem. Na razie dziwnie się czuję, od czasu do czasu mnie pokasłuje. Zobaczymy jak to się rozwinie. W każdym razie, jak widać sport nie zawsze oznacza zdrowie. 
No, chyba że siedzenie z księdzem Niosącym Światło na ławce na mrozie przyczyniło się do mojego przeziębienia. Ale to naprawdę była już typowa siła wyższa.

5 komentarzy:

  1. No wiesz, antybiotyki, przerwa w treningu, osłabienie, napięty dzień to wszystko sprawia że jesteś nieefektywna na treningu, najpierw wydobrzej ,pozdrawiam cieplutko.

    OdpowiedzUsuń
  2. Życzę Ci zdrowia, abyś mogła z powodzeniem uczęszczać na zajęcia sportowe :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zdrowiej Karolinko! I nie choruj na święta.

    OdpowiedzUsuń
  4. Zdrówka Karolinko, Święta idą, nie choruj teraz. A ludzkim gadaniem się nie przejmuj, zadbaj o siebie.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Sport to zdrowie ale do jego uprawiania trzeba mieć zdrowie w odpowiedniej kondycji. Kiedyś też byłam mądrzejsza niż lekarze i jak sobie stłukłam kolano na łyżwach to stwierdziłam, że nie będę siedzieć zgodnie z zaleceniem tylko sobie trochę poskaczę w domu na skakance, kilka podskoków tylko. I naderwałam ścięgno 😕. Dużo zdrówka.

    OdpowiedzUsuń