Od kilku dni mam przyznane Indywidualne Dostosowanie Studiów. Nazwa może wydawać się dość dziwna i można ją interpretować na różne sposoby, ale tak naprawdę jest to nazwa programu dedykowanego osobom niepełnosprawnym. Krótko mówiąc chodzi w nim o dostosowanie programu nauczania pod specyficzne potrzeby każdego w nas w oparciu o opis schorzenia, z jakim się zmagamy. Jak pewnie się domyślacie, inne potrzeby będą miały osoby niepełnosprawne ruchowo, inne z przewlekłą chorobą, inne osoby z problemami z wzrokiem, a inne, ze słuchem. Dlatego każdy student posiadający ograniczenia sam wskazuje obszary, w których posiada ograniczenia. W moim przypadku są to przede wszystkim problemy wynikające ze słabego rozwoju motoryki małej, toteż prosiłam m.in. o zamianę formy zaliczania kolokwiów i egzaminów z pisemnego na ustny, a w przypadku zaliczeń pisanych na laptopie o wydłużenie czasu pisania, jak też możliwość oddawania wszystkich prac pisemnych jako wydruków komputerowych. Być może dla kogoś to pójście na łatwiznę, ale dla mnie to wyrównanie szans nauki.
Moje motto
„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"
Jaki był ten dzień
"Jaki był ten dzień,
co darował, co wziął?
Czy mnie wyniósł pod niebo,
czy zrzucił na dno?
Jaki był ten dzień,
czy coś zmienił, czy nie?
Czy był tylko nadzieją
na dobre i złe?"
piątek, 17 listopada 2023
1770. Meil do wykładowcy nie dotarł, ale i tak zgodził się na moją prośbę
Teraz powoli uświadamiam wykładowców, że przyznano mi owy IDS. Teoretycznie leży to w kwestii wydziałowego koordynatora dostępności ON, jednak już w zeszłym roku przekonaliśmy się z Archaniołem (który też ma IDS-a), że powierzono tą funkcję zupełnie niekompetentnej osobie i że tak naprawdę jesteśmy zdani sami na siebie. W zasadzie na wszystkich moich poprzednich studiach sama musiałam informować wykładowców o mojej sytuacji i dlaczego nie napiszę tak jak inni ręcznie kolokwium i egzaminu, więc naprawdę nie robi mi to różnicy, czy teraz też zrobię to sama, czy też ktoś mnie w tym wyręczy. Dla mnie bardziej liczy się wydany papierek, coś, na czym mogę oprzeć moją prośbę.
Kilka dni temu napisałam meila do jednego z wykładowców o uzyskanych ułatwieniach. Tak naprawdę na nim najbardziej mi zależało, bo dzisiaj mieliśmy kolokwium z prowadzonych przez niego zajęć. Teoretycznie mogłam go poinformować o wszystkim na ostatnich zajęciach, ale wtedy nie miałam jeszcze zgody na dostosowania i chociaż było małe prawdopodobieństwo, że jej nie dostanę (dotąd otrzymałam taką zgodę i na studiach licencjackich z Nauk o Rodzinie, i na licencjat z Pedagogiki, szkoda że nie wydłuża się ona automatycznie na studia magisterskie), wolałam nie kusić losu. Codziennie sprawdzałam skrzynkę elektroniczną z nadzieją, że mi odpowiedział. I zawsze nie było w niej meila zwrotnego. Trochę zaniepokojona zapytałam wczoraj koordynatorki co mogę w takiej sytuacji zrobić. W odpowiedzi usłyszałam, żebym podeszła do niego przed zajęciami i na spokojnie wyjaśniła co i jak. Bo może nie zauważył tego meila, albo zapomniał mi na niego odpisać.
Tak też zrobiłam, chociaż tak naprawdę nie miałam na to zbyt dużo czasu. Kolokwium było o 8:00, a wykładowca jak na złość nie pojawiał się. Przyszedł może z 5 minut przed rozpoczęciem zajęć. Niemal od razu spokojnie powiedziałam mu o co mi chodzi, chociaż tak naprawdę w środku byłam kłębkiem nerwów. Wykładowca ze zdziwieniem na mnie spojrzał i stwierdził, że żadnego meila ode mnie nie dostał (aż mi się w tym momencie ciepło zrobiło), ale nie widzi też problemu w zamianie formy zaliczenia z pisemnej na ustną, jeżeli tylko są ku temu przesłanki. Dobrze, że uwierzył mi na słowo, bo pismo leży jeszcze w dziekanacie i czeka na ostatni podpis - dziekana. Nawet zaproponował mi inny termin, ale ja już chciałam mieć to za sobą i zdawałam zaraz po tym, jak grupa skończyła pisać. Trzy pytania opisowe, moje odpowiedzi, raz, dwa i mam już to z głowy.
I właściwie wcale nie było tak źle, jak podejrzewałam, zwłaszcza kiedy usłyszałam jakie oceny dostała reszta. Awaryjnie nie przyznałam się do mojej, żeby ich nie denerwować. Powiedziałam im, że zdałam i to dosyć dobrze. Cieszę się, że mam to już z głowy, bo powoli zaczyna się dosyć gorący okres, a nigdy nie lubiłam odkładać zbyt dużo rzeczy na potem. Lepiej wszystko rozłożyć w czasie - i naukę, i zaliczenia.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Na mojej uczelni to jest ITS i też mam przyznany. Powodzenia ze wszystkim!
OdpowiedzUsuń