Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

Jaki był ten dzień

"Jaki był ten dzień,
co darował, co wziął?
Czy mnie wyniósł pod niebo,
czy zrzucił na dno?
Jaki był ten dzień,
czy coś zmienił, czy nie?
Czy był tylko nadzieją
na dobre i złe?"

sobota, 11 listopada 2023

1764. I tak cały plan szlak wziął

Kiedy miesiąc temu po "Biegu o złotą szyszkę" żegnałam się z Rumcajsem i Bacą to obiecaliśmy sobie, że następną imprezą, na której się spotkamy będzie "Górski Bieg Niepodległości". W zasadzie to była jedyna impreza z całego cyklu, na której jeszcze nie miałam okazji być. Ale to miało się zmienić, nawet kosztem rezygnacji z biegu odbywającego się z tej samej rocznicy w moim mieście. Pierwotnie miałam skontaktować się z jednymi ze znajomych, z którymi czasami jeżdżę na zbójowe imprezy, ale w tygodniu poprzedzającym bieg tyle się działo, że ostatecznie nie zdążyłam tego zrobić. Nie chciałam też powiadamiać ich w ostatniej chwili. Zresztą tyle razy już tam dojeżdżałam pociągiem, że i tym razem w ostateczności mogłam w ten sposób tak tam dojechać.
I tak też zrobiłam. Jeszcze przed świtem wyszłam z domu i udałam się do Kato, gdzie znów łapałam pociąg do B-B., a tam już wsiadłam do podmiejskiego autobusu jadącego w pobliże miejskich Błoni. Na ostatnim przystanku wysiadłam i udałam się w doskonale znanym mi kierunku. Trochę mnie zdziwił mały ruch na ulicy - ani biegaczy, ani aut, co było zjawiskiem raczej niezaistniałym. Ale szybko przypomniałam sobie, że na facebooku była zamieszczona informacja o zmianie miejsca parkingowego. Istniała więc realna szansa, że wszyscy podjeżdżają na teren wydarzenia od drugiej strony ogrodzenia. 
Czekałam cierpliwie, jednak kiedy nadeszła godzina 9:00, coś zaczynało mi nie pasować. Zwłaszcza, że bieg rozpoczynał się o 11:11. Gdybym miała internet w komórce mogłabym sprawdzić na fb, czy ta impreza odbywa się na pewno w tym miejscu i tego dnia. Bo zawsze jakimś sposobem mogło się okazać, że miała to być jednak niedziela. Teoretycznie mogłam zadzwonić do kogoś z obsługi biegu i dopytać co się dzieje, ale tutaj obudziła się we mnie moja nieśmiała natura i po prostu tego nie zrobiłam w myśl zasady, że nie będę robiła zamieszania. A nóż widelec ktoś jednak się pojawi, chociaż to już było pobożnym życzeniem.
Czekałam jeszcze 30 minut, po czym stwierdziłam, że to bez sensu i postanowiłam wrócić do domu. Byłam zła i na siebie i na tatę, który dzień wcześniej przyszedł do mnie nie wiadomo po co. Chyba tylko po to, abym się wkurzyła. Cóż za paradoks - dzieciaki ze świetlicy są bardziej wyrozumiałe niż on. Kurcze, mam się nie denerwować, ale w mojej rodzinie jest to nie możliwe. Z tego wszystkiego nie zobaczyłam na fb, gdzie dokładnie jest ta impreza. Z drugiej jednak strony byłam przekonana na 100%, że będzie tam, gdzie zwykle. Mój błąd, przyznaję.
Po dwóch godzinach spędzonych w pociągu na czytaniu "Legendy o złodzieju" (a przy okazji przeczytałam ją w całości, więc nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło) wróciłam do domu. Niemal od razu uruchomiłam facebooka, aby zobaczyć, czy ten bieg jest na pewno 11 listopada. Jakież było moje zdziwienie, kiedy okazało się, że tak, ale miejsce imprezy zostało przeniesione do innej miejscowości. Poczułam gorycz i żal, bo przecież gdyby nie tata, to wszystko bym sprawdziła. Nie było też po co jechać z powrotem, bo zanim bym dotarła, to już by było po imprezie.

I tym sposobem cały mój plan na dzień 11 listopada szlak wziął. Wnioski są dwa - zawsze sprawdzać miejsce imprezy oraz zamykać się na klucz, tak aby nikt nie wchodził do mojego mieszkania. Zawsze myślałam, że będę musiała chronić się przed obcymi, ale jak widać - przed swoimi też.

4 komentarze:

  1. Oj Karolinko, nie wolno zamykać drzwi , z drugiej strony warto mieć internet, mam za 25 zł i jestem zadowolona.Pozdrawiam cieplutko.

    OdpowiedzUsuń
  2. Na takie okoliczności internet w komórce się przydaje... Albo przełamanie oporów i zadzwonienie - choć ja też nie lubię tak zawracać głowy i dopytywać.

    OdpowiedzUsuń
  3. Też nie mam internetu w komórce, więc w pewnym sensie Cię rozumiem. Zamykać drzwi zawsze trzeba. Kilkanaście lat temu, gdy nie zamykaliśmy drzwi, wszedł nam kompletnie pijany uczestnik odbywającego się niedaleko wesela. Oj był niemały kłopot by wyszedł. Od tego czasu drzwi u nas zawsze zamknięte. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  4. A to pech!
    jotka

    OdpowiedzUsuń