Pokonferencyjne zmęczenie nie wpłynęło na moją dezercję z odbywającego się tego dnia wieczorem spotkania "piekarnika". Już tydzień temu się na nim nie pojawiłam, ale uznałam, że przygotowanie się do mającego miejsce następnego dnia kolokwium jest ciut ważniejsze. Zwłaszcza, że notatki na nie otrzymałam w ostatniej chwili. Dobra, moja wina, za słabo zabiegałam o nie. Teraz jednak nic nie przeszkodziło w moim uczestnictwie w spotkaniu. No może wspomniane zmęczenie, ale po zajęciach poszłam jeszcze do pracy, co skutecznie mnie "otrzeźwiło". Może nawet bardziej, niż mocna kawa. Praca z dziećmi jednak skutecznie podnosi adrenalinę.
Każde spotkanie jest dla mnie niewiadomą. Na szczęście Madziołek jest bardziej zorientowany i informuje mnie, co jest zaplanowane na dane spotkanie. Tym razem nie mieliśmy go w ośrodku DA, ale zamiast tego po Mszy świętej mieliśmy wziąć udział w adoracji Najświętszego Sakramentu. Dla mnie to nowość w tej wspólnocie i byłam ciekawa, jaką przybierze ona formę. Kiedy skończyła się Msza, ksiądz Krzysiek przeszedł przez zakrystię i wszedł na tył kaplicy, aby razem z nami uczestniczyć w nabożeństwie.
Podczas adoracji Najświętszego Sakramentu zostały odczytane trzy fragmenty "Dzienniczka siostry Faustyny Kowalskiej" opowiadające o tym, czym dla niej jest spotkanie z Najwyższym ukrytym w Hostii. Przeplatały je pieśni uwielbienia, takie jak: "Płomień", czy też "Nie bój się". A potem nastała chwila ciszy, podczas której każdy z nas mógł się zatopić w modlitwie. To było kilka minut, które wyjątkowo dłużyły mi się w nieskończoność. Szczerze powiedziawszy, to nawet się ucieszyłam, że to już koniec nabożeństwa, a ksiądz błogosławi nas monstrancją. Jeszcze chwila i zasnęłabym ze zmęczenia, bo już zamykały mi się oczy. Nie, jak dla mnie to muszę być w miarę wypoczęta, aby brać udział w takim wydarzeniu.
Na koniec było pamiątkowe zdjęcie uczestników spotkania. Ksiądz kazał nam się ustawić, wskazując miejsca, gdzie mamy się znaleźć, aby aparat nas objął.
- Tutaj też można stanąć - stwierdziłam odchodząc na bok. Ksiądz Krzysztof spojrzał na mnie ze zdziwieniem w oczach. Tłumaczyłam mu, że na ten dzień wyczerpałam limit zdjęć, no bo na konferencji trochę ich nacykano, co zresztą Madziołek może potwierdzić, ale nasz duszpasterz nie dał się przekonać.
- Żartowniś się odezwał - stwierdził ksiądz z trudem hamując śmiech. - No już, stawaj do zdjęcia.
Chcąc, nie chcąc musiałam ustawić się z innymi do pamiątkowego zdjęcia. I jeszcze wylądowałam w pierwszym rzędzie...
Czy tylko mnie to zdjęcie przypomina standardowe zdjęcie klasy szkolnej? Nawet ksiądz Krzysztof, niczym wychowawca, się na nie załapał. Nie ma to jak drabina pełniąca funkcję statywu, na której można, po wielu próbach, ustawić smartfon. Tylko brakuje nam kartki z tym, na którym roku jesteśmy. Chociaż patrząc na różnorodność kierunków i roczników to myślę, że byłaby trudność z jednoznacznym i jednogłośnym ustaleniem tego.
A przy okazji uświadomiłam sobie, że to już miesiąc, jak dołączyłam do tej grupy. Na razie mi się podoba, czuję się w niej dobrze i myślę, że się w niej jakoś odnalazłam, chociaż wbrew pozorom, początki nie były łatwe. Trochę walczyłam z moją nieśmiałością, ale dzięki Madziałce i temu podołałam. d
Po Mszy i adoracji większość ludzi poszła jeszcze do ośrodka DA, ale ja już byłam tak padnięta po całym dniu, że odpuściłam to sobie i wróciłam do domu. Kiedyś odpocząć też trzeba. A poza tym na drugi dzień miałam referat na zajęciach i chciałam się po prostu wyspać. I nawet nie dałam się zastraszyć groźbą księdza - "I niech mi się ktoś odważy z nami nie iść". Hi, hi, hi - teraz to on okazał się owym żartownisiem. Zresztą będzie jeszcze tyle okazji do wspólnych spotkań.
Hm... w niedzielę jest Msza święta. Akurat mam być wtedy na Memoriale im. Henryka Pięty na tyskiej pływalni, więc nie będę mogła być u siebie w parafii. Ale godzina Mszy w kaplicy na wydziale zupełnie mi odpowiada i z niczym nie koliduje. No i będzie na niej kolejny przedstawiciel naszej piekarnikowej wspólnoty.

Karolinko jesteś rozchwytywana. Jestem ciekawa, skąd pochodzi nazwa "piekarnik"?
OdpowiedzUsuńTutaj masz wyjaśnione -> https://na-sciezkach-codziennosci.blogspot.com/2023/11/1749-piekarnik-ktory-formuje-studencka.html
UsuńNo tak! W piekarniku ciasto rośnie. Pyszne porównanie. ;)
Usuńo co chodzi z tą nazwą piekarnik?
OdpowiedzUsuńTutaj masz wyjaśnione -> https://na-sciezkach-codziennosci.blogspot.com/2023/11/1749-piekarnik-ktory-formuje-studencka.html
UsuńJak ten czas szybko leci miesiąc a dopiero co czytałam o spotkaniu - fajnie że miło spędzasz czas pozdrawiam
OdpowiedzUsuń