Jednym z punktów Światowych Dni Młodzieży są katechezy głoszone przez biskupów, którzy przyjechali wraz z młodzieżą z ich ojczyzn na spotkanie. Tak, wiem, większość z Was pomyśli po co takie stare dziadki jeżdżą na wydarzenia dla młodych. Tymczasem Światowe Dni Młodzieży to nie tylko spotkanie młodych z papieżem (który nie ukrywajmy, mógłby być dla wszystkich nas dziadkiem, jednak młodością ducha dorównuje większości młodych), ale też szansa dla pasterzy Kościoła Katolickiego na przedyskutowanie pewnych spraw związanych z jego funkcjonowaniem. Czy wśród nich znalazły się sprawy związane z młodymi, tego nie wiem. A przy okazji wygłaszają dla nich tematyczne katechezy.
Zazwyczaj było to coś w rodzaju prelekcji, wykładu, kazania. Dany biskup przygotowywał kilkudziesięciominutowe (30 - 45 minut) przemówienie, a młodzież i opiekunowie biernie słuchali*. W związku z ostatnim Synodem papież zaproponował, aby katechezy przybrały formę bardziej dialogu, niż jednostronnego monologu. W ten sposób narodziła się idea spotkań noszących kryptonim "Rise up" czyli po prostu "Powstań". Tematy spotkań były identyczne z tematami trzech ostatnich orędzi, które papież skierował do młodych i były powiązane z ogólnym tematem tegorocznych Światowych Dni Młodzieży: "Maryja wstała i poszła z pośpiechem".
Zazwyczaj było to coś w rodzaju prelekcji, wykładu, kazania. Dany biskup przygotowywał kilkudziesięciominutowe (30 - 45 minut) przemówienie, a młodzież i opiekunowie biernie słuchali*. W związku z ostatnim Synodem papież zaproponował, aby katechezy przybrały formę bardziej dialogu, niż jednostronnego monologu. W ten sposób narodziła się idea spotkań noszących kryptonim "Rise up" czyli po prostu "Powstań". Tematy spotkań były identyczne z tematami trzech ostatnich orędzi, które papież skierował do młodych i były powiązane z ogólnym tematem tegorocznych Światowych Dni Młodzieży: "Maryja wstała i poszła z pośpiechem".
Same spotkania były przeprowadzone przez wybrane zespoły animacyjne (grupy młodzieży) pod przewodnictwem biskupów. Pasterze diecezji wraz z młodymi słuchali wybranych fragmentów tekstów biblijnych i analizowali je w mniejszych grupach pod kątem tematu dnia. Na koniec każdego spotkania biskup wygłaszał krótką konferencję podsumowującą wypowiedzi młodych ludzi. W zasadzie trochę mi to przypominało spotkania formacyjne podczas salezjańskich Oratoriad i MGSów. Całość wieńczyła Msza święta. Spotkania miały w założeniu dać młodym misję mówiąc, że teraz, w tym okresie życia, jest najlepszy czas aby marzyć i pracować na rzecz nowego świata, tak samo jak Maryja, kiedy była młodą kobietą.
Polskie katechezy odbywały się w trzech lizbońskich parafiach i mógł w nich wziąć udział każdy pielgrzym, nie tylko ten, który przyjechał w zorganizowanej grupie. Osobiście wybrałam parafię p.w. św. Józefa znajdującą się kilkaset metrów od stacji "Olivias" czerwonej linii metra. Tym razem kierowałam się względami praktycznymi - łatwy dojazd, szybka możliwość dotarcia do stacji metra. To ważne, kiedy tuż po zakończeniu spotkania jedzie się od razu na miejsce służby.
We wszystkich miejscach spotkań parafia goszcząca miała dostarczyć materiały na "dom", który młodzi ludzie budowali w ciągu kolejnych trzech poranków. Pod koniec spotkania rozdawane były kolorowe kartki, na których zapisywaliśmy nasze "marzenia" nawiązujące do tematu dnia, a następnie przyczepienie go do domu. Ich kolor nawiązywał do tematu danego dnia (w nawiasach napisałam moje marzenia):
- Kolor zielony nawiązywał do ekologii i symbolizował otaczający nas świat. Takie kartki umieszczono na ścianach domu ("Mniej śmieci w lasach. Częstsze akcje związane ze sprzątaniem świata. Kosze recyklingowe w każdej miejscowości. Punkty za recykling")
- Kolor żółty nawiązywał do przyjaźni społecznej i symbolizował radość ze spotkania i wspólnoty. Te kartki przymocowano do drzwi i okien, jako miejsc relacji ("Równe traktowanie wszystkich ludzi. Wysłuchiwanie opinii i wypowiedzi innych. Działania mające na celu realizację pomysłów, harmonizacja wypowiedzi i czynów").
- Kolor czerwony reprezentował Miłosierdzie i świadczył o miłości Jezusa, który umarł za nas i przebaczył nam nasze grzechy. Umocowano je na dachu, jako zwieńczenie konstrukcji ("Być wyrozumiałym wobec innych. Starać się wypełniać uczynki miłosierdzia").
Niestety, nie wiem jak wyglądał efekt końcowy, ponieważ ostatniego dnia musiałam wcześniej wyjść ze spotkania (nie zostałam nawet na Mszy świętej). A tak naprawdę sama byłam i w dalszym ciągu jestem jego ciekawa. Ten element pozostanie dla mnie na zawsze tajemnicą.
Jak możecie wyczytać z zamieszczonej przeze mnie grafiki, pierwszego dnia tematem przewodnim był cytat z Ewangelii wg św. Łukasza: "Maryja wstała i poszła z pośpiechem w góry" (Łk 1, 39), a tematem naszej refleksji była ekologia integralna. Tego dnia opieraliśmy nasze przemyślenia na pierwszym rozdziale Ewangelii wg św. Łukasza, wersetach od 39 do 45. Głównym celem tego pierwszego spotkania było zgłębienie ogólnego tematu Światowych Dni Młodzieży i wprowadzenie młodych w doświadczenie bycia kochanym i powołanym przez Pana na wzór Maryi. To doświadczenie ma nas popchnąć do pójścia wyżej, ku wyjścia ku innym, pojednania z Bogiem, braćmi i siostrami oraz odkrywaniem piękna otaczającego nas świata oraz stworzenia. Oczywiście skojarzeń, pomysłów i refleksji na ten temat jest dużo i myślę, że gdybym się miała tutaj z Wami nimi dzielić, to wyszedłby spory esej. Najwyżej będę to robić stopniowo, bo jednak temat ekologii jest bardzo na czasie.
Drugiego dnia zastanawialiśmy się nad przyjaźnią społeczną w kontekście tematu dnia "Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie" (J 2, 5). Miał nam w tym pomóc fragment drugiego rozdziału Ewangelii wg św. Jana, wersety od 1 do 5. Spotkanie miało na celu pokazanie konkretnych sposobów podążania za Jezusem i naśladowania Maryi, a tym samym nadania treściom swoistego "tak". Młodzi powinni czuć się zaproszeni do aktywnego przyczyniania się do przekształcania rzeczywistości. Podczas spotkania padły propozycje konkretnych działań, które zostały już zrealizowane. W ten sposób chciano pokazać, że praktyczne zaangażowanie jest rzeczywiście możliwe oraz wykonalne. Często padały tutaj przykłady różnych wolontariatów na rzecz innych osób oraz zwierząt, a także zaangażowanie w funkcjonowanie grup parafialnych. Wyjaśniono też nam, że modlitwa to również sposób podejmowania działań i przypomniano o mocy modlitwy do Boga: poprzez modlitwę jesteśmy wezwani do wstawienia się za naszą ludzkością tak samo, jak Maryja w Kanie Galilejskiej.
Trzeciemu i ostatniemu dniu katechez przyświecał cytat "Jego miłosierdzie z pokolenia na pokolenie" (Łk 1, 50), a jego tematem było Boże Miłosierdzie. Do rozważenia mieliśmy ponownie fragment Ewangelii wg św. Łukasza, tym razem były to wersety od 15 do 20 z rozdziału 2 (słynny "Magnificat"). Tego poranka zostaliśmy wprowadzeni w znaczenie ciszy i kontemplacji. Zostaliśmy zachęceni do zbliżenie się i zaprzyjaźnienia z Jezusem. W tym spotkaniu zostaliśmy zaproszeni do ponownego przyjrzenia się swojej życiowej drodze, podczas adoracji Najświętszego Sakramentu, osobistym dialogu oraz sakrament pokuty i pojednania.
Szczerze powiedziawszy, to kiedy pierwszy raz usłyszałam o takiej koncepcji katechez, to nie potrafiłam jakoś sobie tego wyobrazić. Człowiek jednak przyzwyczaił się do utartych schematów i to co wykracza poza nie, na pierwszy rzut oka wydaje mu się dziwne. Tymczasem efekt końcowy przerósł moje najbardziej oryginalne wyobrażenia. Najbardziej zaskoczyła mnie (pozytywnie oczywiście) odwaga młodych w publicznym dzieleniu się swoimi pomysłami z innymi. Niektóre z nich były naprawdę ciekawe i inspirujące.
Z katechez wyszłam z głową pełną pomysłów na pracę z młodzieżą w duchu współczesnych problemów społecznych. A przecież nie ograniczają się one do tych trzech, które zostały zaproponowane przez zespół organizacyjny. Jest ich o wiele więcej, myślę nawet, że można je mnożyć w nieskończoność. Ile ludzi, tyle pomysłów. Spotkania mogłyby być prowadzone w formule katechez ŚDMowskich, które przecież tak bardzo przypominają spotkania formacyjne młodzieży salezjańskiej. Myślę, że wraz z inną młodą parafianką, która też była na ŚDMie, spokojnie mogłybyśmy je przeprowadzić. W końcu sama pewnie nie podołałabym temu, a poza tym, co dwie głowy, to nie jedna. Jest jednak pewna przeszkoda do realizacji tego planu - ksiądz proboszcz. Znając jego osobowość nigdy się na to nie zgodzi. A już na pewno nie na to, abym się w to zaangażowała. I nie piszcie mi, że może nie będzie tak źle, bo przez sześć lat pokazał, co myśli o pomysłach laikatu. A mnie jest po prostu smutno i żal. Podczas czerwcowego "posłania" na Jasnej Górze poproszono nas, abyśmy po ŚDM poszli do swoich proboszczów i porozmawiali z nimi, podzielili się pomysłami na rozwój wspólnoty. Tylko, że mnie proboszcz nie posłucha, co najwyżej zatrzaśnie mi drzwi przed nosem. A moje pomysły znowu pękną niczym bańka mydlana.
* przynajmniej tak było na Światowych Dniach Młodzieży w Panamie, bo podczas katechez w Krakowie w tym samym czasie miałam swoją służbę.



Myślę, że do podjęcia działań społecznych, takich szeroko zakrojonych dla ludzi, trzeba mieć specjalne uzdolnienia, tak zwany dryg, można chyba to nazwać charyzmatem, nie wszyscy go mają akurat w tym kierunku, może ten proboszcz właśnie nie ma; no ale nie wiem, bo go nie znam;
OdpowiedzUsuńCiekawa forma spotkania ,no cóż nic nie poradzisz ,uparty jakis ten faroż i niereformowalny ,nasz to wszelakich nowości chętny dlatego też lokalne radio idzie do niego po komentarz czy tłumaczenie.Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńCóż, Karolinko, chyba nie pozostaje nic innego jak poczekać na nowego proboszcza. W końcu "dłużej klasztora niż przeora", a niektórzy są niereformowalni.
OdpowiedzUsuńBuziaki.