Młodsza znowu oblała maturę z matematyki. Do poprawki sierpniowej już nawet nie podchodzi. Może za rok jej się uda. Ale morze jest szerokie i głębokie. I można się w nim utopić. Jeszcze rodzice niepotrzebnie ją nakręcają gadaniem: "Karolina nie utrzyma nawet długopisu, zdała rewelacyjnie rozszerzenie z matematyki, a ty nie potrafisz nawet zaliczyć podstawy". Młodsza się frustruje i w stosunku do nich, i do mnie. Chyba zachowywałabym się podobnie, gdyby ktoś nieustannie porównywał mnie z kimś, kto teoretycznie miałby gorsze predyspozycje, a jednak rzeczywistość byłaby zupełnie inna. Raz, drugi, trzeci jeszcze bym zniosła, ale nie co chwilę. Niby staram się jej pomóc zrozumieć materiał, ale ona po prostu tego nie chce. Zresztą ja sama nie lubię, nie chcę być stawiana innym za przykład. No bo jaki tam ze mnie wzór do naśladowania. Że zdałam maturę? Ludzie w gorszym stanie są w stanie temu podołać. Ja to przy nich naprawdę nic.
Młodsza chciałaby za to studiować na AWFie. Nawet sądziła, że skoro jest w Kadrze Narodowej, to dostanie się na tą uczelnię bez matury. Ale to tak nie działa. I tam liczy się świadectwo maturalne, chociażby z minimalną ilością punktów ze zdawanych przedmiotów. Po perswazji rodziców poszła do szkoły policealnej uczyć się na technika administracji. Nawet podrzuciłam jej moje notatki, wszak też sobie zrobiłam, równolegle do studiów, ten kierunek. Też nic z tego nie wyszło, została relegowana za frekwencję, a raczej jej brak. W ogóle zauważyłam, że na wielu rzeczach przestało jej zależeć, a już w ogóle na zdobyciu jakiegoś wykształcenia. Nie każdy musi być magistrem, a tym bardziej doktorem, ale po samym ogólniaku też trudno znaleźć pracę. Chyba, że ma się znajomości. A tych co prawda jej nie brakuje, jednak nie wydaje mi się, aby byli w stanie załatwić jej jakąś stabilną pracę. Szkoda, bo renty Młodsza raczej nie dostanie, a i stypendium sportowe kiedyś się skończy. Rodzice też nie będą żyli wiecznie. Liczy na emeryturę za miejsce na Paraolimpiadzie, ale najpierw na tą Paraolimpiadę trzeba się dostać.
Czyli wracamy do punktu wyjścia - najlepiej zdać maturę, iść na studia (albo do szkoły policealnej - do tego nie trzeba matury), mieć papierek. Zawsze pracodawcy jakoś będą na to lepiej patrzeć. Może za rok jej się uda...
Ech, źle mi tak jakoś ostatnio...
To brzmi jak depresja i brak wsparcia a przynajmniej brak prawidłowego wsparcia ze strony rodziców, dość częstym rezultatem takich porównań jest zniechęcenie i rezygnacja. Na tym etapie to brzmi jak błędne koło.
OdpowiedzUsuńTrudna sytuacja i chyba bez pomocy psychologa się nie obejdzie...
OdpowiedzUsuńjotka
Mam znajomą, która nawet nie wiem, czy do matury podchodziła, chyba nie, miała skończoną szkołę zawodową (chyba ostatecznie nie chciała się tym zajmować) i liceum. I tak, było jej trudno znaleźć sensowną pracę, ale zawsze się gdzieś tam zaczepiła. A z czasem trafiła w miejsce, gdzie została na dłużej, awansowała i podobno teraz ma się całkiem nieźle. Tak że nie można niczego przekreślać. Jak człowiek jest kontaktowy, to też łatwiej mu coś znaleźć, kogoś podpytać itp.
OdpowiedzUsuńAle Młodsza chyba nie za bardzo umie sobie poradzić, a takie porównywanie nie pomaga... Mnie to też wygląda na zniechęcenie i rezygnację.
Oj Młodsza będzie potrzebowała dużo wsparcia. Nie wiadomo jakie nadejdą czasy, ale może się okazać, że papierek będzie potrzebny. Oby pozbierała się i zaczęła przykładać do nauki.
OdpowiedzUsuńMyślę że zbyt duży nacisk że strony rodziców, może nie jest aż taka zdolna ? Przecież nie pierwszy raz jej pomagasz, może to buntu ? Kiedyś będzie tego żałować, a Ty się tak nie przejmuj
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie.
Nie każdy musi mieć maturę, ale... dobrze by było. Jednak może dla niej lepiej, żeby rok wykorzystała na np. jakieś pasje i może pójście do psychologa? Bo może być tak, żę po prostu nie wie czego chce od życia i potrzebuje sobie to przegadać z kimś, ale bez oceniania i porównywania.
OdpowiedzUsuńWspółczuję Młodszej... I rozumiem jej problemy z matematyką; sama cieszę się, że kiedy zdawałam maturę, to matma nie była obowiązkowa.
OdpowiedzUsuńPosyłam uściski.
Ehhh, no przykre to wszystko i dziwne nie jest, że i Tobie z tym źle.
OdpowiedzUsuńCóż, Młodsza pozbiera się - mam nadzieję ... może korepetycje z jakimś nauczycielem, całkowicie obcym byłyby ok. ? Oczywiście ona też musi wykazać chęci i pracować. Jest na fejsie taka grupa give her a job - tam można wrzucić anons, że szuka się nauczycielki z ekstra podejściem dla zniechęconych i może zadziała? Sporo w niej fajnych i zakręconych kobiet, może akurat? Nawet online.
Współczuję Młodszej, matematyka to trudna sprawa. Pewnie jakoś sobie poradzi.
OdpowiedzUsuńŻyczę wszystkiego najlepszego Tobie i jej.
Serdecznie pozdrawiam :)
hmmm pokrętnie Karolinko napisałaś :) niesprawność jednych a innych to może być przepaść kwestia co mamy na myśli. ....Oj tak nie zawsze mamy ochotę pisać o sobie, bo i tak ludzie tego nie rozumieją ...a niekiedy wiele osób się odwraca - temat rzeka i chyba pisać na ten temat bym nie chciała...ściskam mocno i pod tym postem co komentarza nie da rady zostawić. Pamiętaj kochana co nas nie zabije to nas wzmocni - jutro i dla Ciebie słoneczko zaświeci buziak Karolinko :)
OdpowiedzUsuńSzkoda , że nie podeszła do poprawki. Korepetycje przygotowawcze bardzo by pomogły. Przemyśli i za rok na pewno zda. Czasami tak jest. Pozdrawiam serdecznie 🌺🌺🌺🌺
OdpowiedzUsuńIm młodsze pokolenie tym ich myślenie bardziej odmienne. Każdy otrzymał inne talenty, ale do młodych czasami to nie dociera. Na pocieszenie dodam, że mam wielu Uczniów, którzy negowali potrzebę kształcenia, a całkiem fajnie żyje im się w świecie. Trzeba mieć nadzieję, że Młodszej się jakoś ułoży.
OdpowiedzUsuń