Wczoraj, po kilku latach oczekiwania, miałam wreszcie okazję zobaczyć film o jednej z pierwszych światowych katastrof, które odebrałam w sposób w pełni świadomy - zatonięciu rosyjskiego podwodnego okrętu atomowego "Kursk". Samą tragedię pamiętam jak przez mgłę, minęło już przecież 23 lata jak miała ona miejsce, ja zaś byłam niespełna dziesięcioletnim dzieckiem i z tej perspektywy spoglądałam na świat. Z opowieści rodzinnych wiem jednak, że bardzo to przeżywałam, a nawet przez jakiś czas temat nie schodził z mojej domowej gazetki ściennej.
Do tematu zatonięcia okrętu pewnie jeszcze kiedyś wrócę (zastanawiam się, dlaczego nie poruszyłam go przy okazji 20 rocznicy zatonięcia w 2020 roku 😣). Dzisiaj chciałabym się skupić na filmie z 2018 roku w reżyserii Thomasa Vinterberga. Sam film chciałam obejrzeć już jakiś czas temu, tym bardziej, że jakiś czas temu jego reklamy skutecznie przeszkadzały mi w oglądaniu filmów na platformie CDA. Cóż z tego, skoro sam film był możliwy tylko po wykupieniu wersji premium? Postanowiłam więc poczekać, aż puszczą film w telewizji.
Akcja filmu rozpoczyna się w mieszkaniu jednego z głównych jej bohaterów, Mikhaila. Mikail jest marynarzem pływającym na okrętach podwodnych. Jego synek, Misha, próbuje pobić rekord wytrzymania pod wodą na wdechu w domowej wannie. W przyszłości chce być bowiem taki sam jak ukochany tata. Żona mężczyzny, Tanya, spodziewa się drugiego dziecka. Cała trójka tworzy szczęśliwą, kochającą się rodzinę. Taką, jakich wiele na całym świecie.
Akcja filmu rozpoczyna się w mieszkaniu jednego z głównych jej bohaterów, Mikhaila. Mikail jest marynarzem pływającym na okrętach podwodnych. Jego synek, Misha, próbuje pobić rekord wytrzymania pod wodą na wdechu w domowej wannie. W przyszłości chce być bowiem taki sam jak ukochany tata. Żona mężczyzny, Tanya, spodziewa się drugiego dziecka. Cała trójka tworzy szczęśliwą, kochającą się rodzinę. Taką, jakich wiele na całym świecie.
Niebawem jeden z kolegów Mihkaila z jednostki, Pavel Sonin, bierze ślub z wybranką swojego serca, Daryą. Planują wspólne, długie życie. Na wystawnym weselu bawią się również marynarze wraz ze swoimi partnerkami. Jest dużo śmiechu i radości. Widać, że marynarzy łączy prawdziwa przyjaźń, taka na dobre i na złe.
Wraz z początkiem sierpnia marynarze wypływają podwodną łodzią atomową "Kursk" na lodowate Morza Barentsa, aby wziąć udział w manewrach wojskowych. Towarzyszy im 30 innych jednostek oraz trzy inne łodzie podwodne. Sam "Kursk" uważany jest za dumę i chlubę Rosji - niezatapialny niczym legendarny "Titanic". Wszyscy byli tym podekscytowani, ponieważ była to największa operacja od czasów upadku w 1991 roku Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich. Na pokład Kurska weszło 118 osób. Wśród nich znalazł się również Mihkail oraz Pavel.
Przez dwa dni wszystko szło zgodnie z planem. 12 sierpnia okrętem wstrząsa ogromna eksplozja, a przez kadłub przetacza się kula ognia. Większość załogi ginie od razu. Udaje się przeżyć 23 osobom, w tym wspomnianemu Mihkailowi i Pavlowi. Schronieni w ostatnim przedziale czekają na pomoc, która nigdy nie przybyła.
Tymczasem na powierzchni wszyscy już wiedzą, że na okręcie nastąpił wybuch (eksplozję odnotowały nawet sejsmografy na Alasce), a sama jednostka jest w dużych tarapatach. Wiadomo też, że nie wszyscy zginęli. Co prawda została zerwana z nim łączność radiowa, ale co jakiś czas ze środka słychać stukanie stali. Żony marynarzy, w tym Tanya, do końca walczą o ich ocalenie.
Rozpoczyna się akcja ratunkowa, na którą są zwrócone oczy całego świata. Szanse na ocalenie żołnierzy oraz zasoby tlenu na okręcie maleją z każdą godziną. Swoją pomoc oferują m.in. Stany Zjednoczone, Wielka Brytania i Norwegia. Spotykają jednak mur nie do przebicia, Vladimira Petrenkę. Jest to cyniczny, wysoko postawiony urzędnik państwowy, który uosabia bezduszną, zbiurokratyzowaną machinę propagandową Rosji. Jedno jego słowo mogłoby zmienić cały bieg historii. Tymczasem on konsekwentnie odmawia przyjęcia oferowanej mu pomocy.
Film pokazuje nieudolność rosyjskich władz w przeprowadzeniu akcji ratunkowej ocalałych żołnierzy. Bo wymiarów tej tragedii spokojnie można było uniknąć. Nie ocaliłoby się tych, którzy zginęli w chwili wybuchu, ale tych schronionych w ostatnim przedziale już tak. Tym bardziej, że Rosjanie posiadali przestarzały sprzęt, pamiętający jeszcze czasy Związku Radzieckiego. Nie bardzo też wiedzieli, jak w ogóle wziąć się do całej akcji. Rodziny ofiar nieustannie zbywane były zapewnieniami, że wszystko idzie zgodnie z planem. Tylko, że żadnego planu ratunku nie mieli. Szczególnie przeraża postać Vladimira Petrenki, nie chcącego nawet słyszeć o pomocy innych krajów. Tymczasem, kiedy uwięzieni pod pokładem oficerowie zdali sobie sprawę z tego, że zostało im zaledwie kilka minut życia, zaczęli śpiewać starą rosyjską patriotyczną pieśń, w celu dodania sobie otuchy w tych ostatnich chwilach. Bardzo wymowne jest tutaj zachowanie małego Mishy podczas nabożeństwa żałobnego w rosyjskiej cerkwi prawosławnej. Wraz z innymi osieroconymi dziećmi stał w szeregu. Do każdego z nich podchodził Petrenko i składał kondolencje. Kiedy przyszła pora na Mishę, ten ich nie przyjął. W ślad za nim poszły pozostałe dzieci, wywołując zakłopotanie na twarzy urzędnika.






Tragiczna historia . Pamiętam jak mną wstrząsnęła. Pozdrawiam serdecznie 🌺🌺🌺
OdpowiedzUsuńTrudno to skomentować, tragedia I bezmózgowie rosyjskich władz , może pomóc zagraniczna była by skuteczna.Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńCiężko ogląda się takie filmy, ale tragedie też niestety trzeba ludziom przybliżać. Historia to nie tylko zwycięstwa.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam ciepło
Karolinko, pamiętam dobrze tę tragedię i przypuszczenia i komentarze. Zawsze tak było, my na dole to mięso armatnie, Ci na górze to bezduszni politycy
OdpowiedzUsuńPamiętam to wszystko z mediów, ciekawe, jak przedstawiono to w filmie...
OdpowiedzUsuńjotka
Pamiętam też jak przez mgłę te wydarzenia. To kolejny z wielu takich ,,kamieni milowych", które zmieniały historię świata. Człowiek dziwi się jak wiele czasu minęło od tego typu zdarzeń, jak szybko czas mija po prostu.
OdpowiedzUsuńEnej jest niczego sobie. Na pewno na żywo zrobili na mnie wrażenie całokształtem, od muzyki po efekty i oprawę koncertu.
Pozdrawiam!
https://mozaikarzeczywistosci.blogspot.com/
Raczej nie obejrzę; wówczas dla mnie było jasne, ze Rosjanie nie chcą wpuścić zagranicznych ekip i oferowane pomocy, żeby nie udostępnić tajemnic budowy atomowego okrętu, od początku było oczywiste, że raczej skażą załogę na śmierć i to jest w tym najtragiczniejsze, lekceważenie ludzkiego życia
OdpowiedzUsuńfilm na pewno dostarcza bardzo wiele emocji!
OdpowiedzUsuńPamiętam te wydarzenia, od razu skojarzyło mi się z historią okrętu K-19 (polecam Ci obejrzeć film pt. "K-19").
OdpowiedzUsuń