Przeglądając portal lubimyczytac.pl natchnęłam się na artykuł dotyczący Holokaustu. A że jak większość z Was wie, ten temat wpisuje się w obszar moich zainteresowań. Sam artykuł dotyczył tego, w jaki sposób książka z niepozornym podpisem 13-letniego chłopca, po 80-ciu latach stała się jedynym namacalnym dowodem na jego istnienie. Tekst tak mnie wzruszył, że postanowiłam się nim z Wami podzielić (zresztą jego 99-letnia dzisiaj siostra też jest bardzo barwną i nietuzinkową postacią).
Rodzina Beli Englmana, chłopca straconego w komorze gazowej w Auschwitz, nie miała żadnego dowodu na to, że chłopiec w ogóle istniał. Aż do teraz. Niezwykłym zbiegiem okoliczności 99-letnia Lily Ebert mogła wziąć do ręki książkę, należącą przed laty do jej brata.
13-letni Bela Englman to jeden z około 565 tysięcy węgierskich Żydów, których zamordowano w czasie Holokaustu. Siłą wtrącony do pociągu, do obozu koncentracyjnego w Auschwitz - Birkenau trafił 9 lipca 1944 roku. Tego samego dnia wraz z matką i siostrą został wysłany do jednej z tamtejszych komór gazowych. Tak skończyło się jego krótkie życie.
Wojnę udało się przeżyć nielicznym członkom rodziny, w tym trzem siostrom i bratu Beli, którzy zostali oddelegowani do pracy w obozie. Jedną z tych sióstr jest Lily, która po wojnie przeprowadziła się do Szwajcarii. Stamtąd trafiła do Izraela, gdzie wyszła za mąż. Obecnie 99-latka mieszka w Londynie. Doczekała się 10 wnucząt oraz 36 prawnucząt.
Lily, chociaż pamiętała o zmarłym tragicznie młodszym bracie, nie miała żadnych dowodów na jego istnienie. Po chłopcu nie zachowały się żadne zdjęcia, ani nawet akt urodzenia. A jednak kilka tygodni temu w rodzinnym mieście Englmanów - Bonyhad'ie na Węgrzech, została znaleziona pewna pamiątka po nim.
W całej tej historii można mówić o potędze Internecie, a zwłaszcza jego jasnej stronie. Wszystko zaczęło się bowiem od tego, że jeden z prawnuków Lily, 19-letni Dov Forman, chciał poznać i zbadać historię rodziny. Szczegóły z życia kobiety, świadka Holokaustu, bardzo szybko poznało kilka milionów ludzi. Filmy z jej udziałem umieszczone przez chłopaka na Tik-Toku zyskały niezwykłą popularność. Obecnie kanał Lily, nazywanej "najstarszą influacerką świata", jest obserwowany przez ponad dwa miliony osób, a liczba wyświetleń filmów z jej udziałem przekroczyła miliard. Zasięgi te pozwoliły m.in. na dotarcie do dzieci żołnierza, który w 1945 roku pomagał w wyzwoleniu obozu. Odnaleziono nawet materiały, na których widać nie tylko samo wydarzenie, ale i... młodą Lily.
W tym roku wyszła książka pt. "Lily's Promise" (pol. "Obietnica Lily"). Nie mogło w niej zabraknąć wzmianki o tragicznych losach rodziny Englmanów, w tym, oczywiście, o 13-letnim Belim, który oficjalnie nigdy nie istniał. Tym samym książka była jedynym miejscem, w którym można się było czegoś o nim dowiedzieć.
Tymczasem węgierski kolekcjoner książek, Zsolt Brauer, kupił w jednym ze sklepów w Bonyhad niepozorne pudełko pełne starych książek. Pewnego czerwcowego popołudnia jego syn Teofil przeglądał nowy nabytek ojca. W pewnym momencie natrafił na nazwisko Beli Englmana, które kilkakrotnie było zapisane na stronach jednego z woluminów. Nagle Teofil przypomniał sobie opowieść o chłopcu, którą przeczytał w książce napisanej przez Lily. Zdumiony swoim znaleziskiem postanowił skontaktować się z Formanem i przesłać mu zdjęcia tomu. Była to "Księga Wyjścia". Jak przyznał Dov Forman, od razu wiedzieli, że to książka zagazowanego Beli: - "Ten moment był po prostu niesamowity".
Rodzina szybko porozumiała się z kolekcjonerem w sprawie najlepszego spotkania na odzyskanie książki. Wiadomo było, że jest ona zbyt delikatna i cenna, aby ją wysłać pocztą. Stanęło na tym, że Dav wraz z matką udali się do Bonyhad, aktualnie 14-tysięcznego miasta na południu Węgier. Niebawem Forman, niewiele starszy niż Bela, wodził palcami po dziecięcych rysunkach i bazgrołach chłopca. Matce i synowi udało się nawet odnaleźć miejsce, gdzie kiedyś stał rodzinny dom Englmanów. Dotarli też na grób ojca Lily, Ahrona Englmana, który zmarł w 1942 roku na zapalenie płuc. "Moja prababcia zawsze powtarza, że jej ojciec miał szczęście, że zmarł przed węgierskim Holokaustem" - wyznaje Dav.
Kiedy chłopak wrócił do Londynu, jego babcia dochodziła do siebie w szpitalu po złamaniu biodra. Młodzieniec od razu udał się do 99-letniej siostry chłopca, po którym dotychczas nie było żadnego śladu. "Otrzymanie tej książki od mojego prawnuka było doświadczeniem niemal surrealistycznym" - przyznaje wzruszona Lily. W jej opowieściach Bela jawi się jako poważny i pilny chłopiec, oddany czytelnictwu i studiom religijnym. "Fakt, że imię Beli jest napisane jego własnym pismem jest absolutnie wyjątkowy. Jestem niewymownie szczęśliwa, że mam tę książkę. 80 lat po Holokauście - kiedy ostatni raz widziałam Belę".
Jej prawnuk dodaje: "Naziści zniszczyli całe rodziny i całe społeczności. Niszczyli nie tylko ludzi, ale także książki i wszelkie oznaki żydowskiego życia".
Dzięki odnalezionej książce dziedzictwo Beli Englmana zyskało nowy wymiar - fakt istnienia chłopca, jego zaangażowania w żydowską tożsamość i wiarę, obecny jest teraz nie tylko we wspomnieniach jego najbliższych.
![]() |
| Dav z prababcią Lily i książką należącą do Beli (źródło zdjęcia) |

Bardzo ciekawa historia! Mnie też interesuje temat holokaustu i w ogóle tematyka wojenna, więc ta opowieśc mocno poruszyłą moje serce. Ksiązka, jedyna pamiątka po zagazowanym chłopcu...Niby nic a tak dużo. Tyle lat po wojnie zdarzają się takie prawdziwe skarby.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam Cię ciepło, Karolinko!
Bardzo wstrząsający tekst. Ale rozumiem, taki powinien być, bo wiedzy o tamtych strasznych czasach nigdy dość!
OdpowiedzUsuńPozdrawiam ciepło, śląc moc uśmiechów ( mimo wszystko)!
Coś niesamowitego, tragiczna historia ale gdzieś po tylu latach zamigotało male światełko
OdpowiedzUsuńPozdrawiam.
To rzeczywiście interesująca historia ! Tyle jest ludzi na świecie i tyle różnych kolekcji rzeczy rozmaitych, że trafienie na książkę i odnalezienie siostry chłopca - to doprawdy cud !
OdpowiedzUsuń