
Czasami, kiedy mam więcej czasu niż zazwyczaj, lubię wracać do programów i seriali, znanych mi z czasów dzieciństwa. W ten sposób już kilka razy obejrzałam emitowany na Polsacie serial "Czułość i kłamstwa", który kochałam swego czasu oglądać na równi z "Na dobre i na złe". Inna sprawa, że polsatowski serial szedł w tygodniu, co przy treningach było dość problematyczne w byciu z nim na bieżąco. Co innego dwójkowe "Na dobre i na złe", które szło w niedzielne popołudnia. Śledzeniu losów jego bohaterów mogłam oddać się bez reszty, a na wspomnienie mojej platonicznej, naiwnej miłości do doktora Jakuba Burskiego do dzisiaj chce mi się śmiać. Ileż to ułożyłam na jego temat opowiadań zapisywanych gdzieś w plikach komputerowych. Żałuję, że nie zachowały się do dzisiaj, bo pewnie miałabym doskonały powód, aby się pośmiać z mojej naiwności, że lekarz jest nieomylny i zna lekarstwa na wszystkie schorzenia świata. Co do "Czułości i kłamstw" to poszłam jeszcze dalej i napisałam kilka scenariuszy dalszych odcinków w dodatku dopisując siebie do obsady. Te scenariusze też się niestety nie zachowały. Niemniej, moja sympatia do tych dwóch seriali pozostała do dzisiaj. Czasami nawet rzucę okiem na "Na dobre i na złe", ale to już nie jest to co kiedyś. Szkoda tylko, że tych pierwszych odcinków jest tak mało w sieci.
Kiedy miałam w 2018 roku rozpocząć studia magisterskie z pracy socjalnej, zaczęłam oglądać na nowo "Adama i Ewę", serial również emitowany przez Polsat. To 180 odcinkowa produkcja opowiadająca o miłości dojrzałej mężatki z dwójką dzieci imieniem Ewa oraz trochę młodszego od niej mężczyzny, Adama. Historia romantyczna, aczkolwiek trochę jak dla mnie naiwna. Z drugiej strony wzruszała mnie zawsze miłość, jaką Ewa darzyła swojego ojca, Kazimierza, który niemal przez cały czas swojego występowania w serialu, był sparaliżowany. Bardzo mi się też podobała para małżonków Karola i Melanii Laudańskich, którzy wychowali Adama po śmierci jego rodziców oraz Antoniego i Melanii Wahutasów, gajowych z Rozdrażewa. W pamięć wryła mi się też rola Bogdana Wernera, a zwłaszcza jego podły charakter.
Kiedy miałam w 2018 roku rozpocząć studia magisterskie z pracy socjalnej, zaczęłam oglądać na nowo "Adama i Ewę", serial również emitowany przez Polsat. To 180 odcinkowa produkcja opowiadająca o miłości dojrzałej mężatki z dwójką dzieci imieniem Ewa oraz trochę młodszego od niej mężczyzny, Adama. Historia romantyczna, aczkolwiek trochę jak dla mnie naiwna. Z drugiej strony wzruszała mnie zawsze miłość, jaką Ewa darzyła swojego ojca, Kazimierza, który niemal przez cały czas swojego występowania w serialu, był sparaliżowany. Bardzo mi się też podobała para małżonków Karola i Melanii Laudańskich, którzy wychowali Adama po śmierci jego rodziców oraz Antoniego i Melanii Wahutasów, gajowych z Rozdrażewa. W pamięć wryła mi się też rola Bogdana Wernera, a zwłaszcza jego podły charakter.
Jak wiele dzieciaków urodzonych na przełomie lat 80 i 90 XX wieku, nie mogłam się doczekać wakacji nie tyle ze względu na wolne od szkoły, bo tą uwielbiałam, ale dlatego, że niemal było pewne, że w tym czasie puszczą dwa młodzieżowe seriale w klimacie s-f: "Słoneczną Włócznię" oraz "Tajemnicę Sagali". Pierwsza opowiadała o chłopcu imieniem Max, którego ojciec-naukowiec odkrywa w Alpach tajemniczy przedmiot. Jak się potem okazuje jest to pochodząca z kosmosu włócznia posiadająca niezwykłą moc. Dzięki niej chłopiec nabywa niesamowitych umiejętności, ale jego życie znajduje się też w wielkim niebezpieczeństwie. Drugi serial opowiada o chłopcu imieniem Kuba, który posiada magiczny kamień - sagalę. Nieświadomy jego mocy wypowiada życzenie, zmieniając mamę w małą dziewczynkę. Aby odczynić urok wybiera się w przeszłość, gdzie ma za zadanie znaleźć pozostałe części kamienia. Towarzyszy mu starszy brat, Jacek oraz tajemniczy Jarpen będący strażnikiem kamienia.
Innym serialem, do którego lubię wracać, poniekąd też medycznym, jest "Doktor Quinn". Pamiętam jak w pierwszych latach podstawówki śledziłam z mamą niemal każdy odcinek w sobotnie przedpołudnia. To był taki rytuał - najpierw serial, potem porządki. Podobno zadawałam wtedy mnóstwo pytań na temat różnych chorób oraz... Indian, których wątek nierozerwalnie złączony był z fabułą serialu. Serial opowiada o Michaeli Quinn, lekarzu medycyny, która po studiach trafia do Colorado. Początkowo nieufni wobec kobiety-lekarki mieszkańcy miasteczka, z czasem nie tylko przyzwyczajają się do tej niecodziennej jak na owe czasy sytuacji, ale też zdobywa ich zaufanie. Już w pierwszym odcinku Michaeli zostaje powierzona opieka nad trójką dzieci: Metthewem, Colin oraz Brajanem, których matka umiera po ukąszeniu przez węża. O względy kobiety walczy sympatyzujący z Indianami Sally, z czasem stają się małżeństwem. W serialu za każdym razem zachwycam się wiedzą Michaeli na temat medycyny, która nie była aż tak rozwinięta, jak obecnie. A mimo to kobieta starała się pomóc każdemu, kto ją o tą pomoc poprosił. Bardzo mi się podobały też jej relacje z przybranymi dziećmi i to, jakim je darzyła uczuciem. Była dla nich prawdziwą matką, taką, na jaką zawsze mogły liczyć.
Ostatnim serialem, o którym chcę Wam dzisiaj opowiedzieć, a który oglądam ponownie (tym razem od pierwszego odcinka) od pewnego czasu, jest "Strażnik Teksasu" z legendarnym Chuckiem Norrisem w roli głównej. Pamiętam jak w wieku 7 czy też 8 lat pierwszy raz świadomie obejrzałam jeden z odcinków, w którym tytułowy strażnik Teksasu, czyli Cordell Walker, zajmował się chorym na AIDS małym chłopcem imieniem Lukas. Od tamtego czasu często siadałam przed telewizorem, aby wraz z tatą obejrzeć kolejny odcinek o dzielnym stróżu prawa. Serial, chociaż typowo męski, przypadł mi do gustu, ponieważ pomimo przemocy, której w nim nie brakuje, dobro zawsze wygrywało. Serialowy strażnik Teksasu jawi się jako przykładny stróż prawa, przestrzegający jego zasad. Osierocony w dzieciństwie przez rodziców wychowywał się w rezerwacie wśród Indian. Bardzo wiele nauk i zachowań wyniesionych z plemiennego życia wciela w codzienną pracę. Jest sprawiedliwy i odważny. W pracy pomaga mu nieco szalony wspólnik, Jimmy Trivette oraz piękna pani prokurator Alex Walker. Z czasem do zespołu dołączają także Francis i Sidney. Bardzo ciekawą postacią jest jeden z poprzedników Cordella - C.D. Parker, który na emeryturze prowadzi bar. To tam bardzo często spotykają się bohaterowie serialu.
Seriali, do których wracam jest znacznie więcej, tutaj wymieniłam tylko kilka z nich.






Nie wracam do seriali, ale z przyjemnością przeczytałam Twój wpis i powspominałam. Obecnie prawie nie oglądam telewizji. Jeszcze kilka lat temu oglądałam "Na dobre i na złe", obecnie nie śledzę żadnego serialu. Pamiętam "Adama i Ewę", "Tajemnicę Sagali" i "Doktor Quinn". Przypomniała mi się jeszcze sympatyczna babcia Józia z "Plebani". Oj było sporo tych seriali... Nie zapominając o kultowej "Dynastii". Przywołałaś miłe wspomnienia i uśmiech na twarzy. Wszelkiego dobra Karol.
OdpowiedzUsuńo, o wielu już zapomniałam, lubiłam Tajemnicę Sagali!
OdpowiedzUsuńWitaj wrześniowo Karolinko
OdpowiedzUsuńAdam i Ewa, Doktor Quinn, Na dobre i na złe.... Kiedy to było? Ale masz rację, seriali było dużo więcej. Dziękuję za przywianie wspomnień.
Teraz jest ich aż za dużo.
Pozdrawiam uciekającym już powoli latem
Nigdy nie byłam pasjonatką seriali. Może dlatego, że nie miałam czasu ich oglądać? Jedyny, który niekiedy obejrzałam to Ranczo i U Pana Boga w ogródku, ale bez systematyczności. Pozdrawiam!!!!!!!!!!!
OdpowiedzUsuńJa też bardzo lubię wracać do niektórych seriali polskich i nie tylko. Doktor Queen był fajnym i ciekawym serialem, który z przyjemnością się oglądało. Bardzo podobał mi się ten Indianin ukochany Dr Mike. Do serialu Na dobre i na złe też czasem wracam, szczególnie do odcinków z prokuratorem Kąkolem. Marcin Stec bardzo mi się podoba 😍 Nieziemski facet i dobry aktor. W Leśniczówce też świetnie grał tego komandosa, chłopaka Maryny.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie
Kasinyswiat