Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

Jaki był ten dzień

"Jaki był ten dzień,
co darował, co wziął?
Czy mnie wyniósł pod niebo,
czy zrzucił na dno?
Jaki był ten dzień,
czy coś zmienił, czy nie?
Czy był tylko nadzieją
na dobre i złe?"

czwartek, 31 sierpnia 2023

1692. Nieodbyta rozmowa

Zawsze w okolicach września myślę o Niej. O mojej matematyczce z szkoły podstawowej. Uczyła mnie tylko rok, w czwartej klasie, jednak wywarła niezwykły wpływ na mnie. Jej osobowość, jej charyzma. Nawet przez chwilę chciałam, żeby się okazało... Ale nie, to było niemożliwe. Rzadko mi się śnią moje nauczycielki, ale jeżeli już to albo Ona, albo wychowawczyni mojej klasy w podstawówce i gimnazjum. Zresztą już kilka razy nawiązałam do tego we wpisach na blogu.
Wydaje mi się, że każdy człowiek po zmianie środowiska, w którym przebywa potrzebuje kogoś, kto pomoże mu się odnaleźć w nowej rzeczywistości. I taka właśnie była Ona. Niemal od pierwszego dnia w nowej szkole wzięła mnie dosłownie pod swoje skrzydła. Do dzisiaj pamiętam jej rozmowę z moją wychowawczynią, kiedy ukradkiem przyglądały się mojemu sposobowi i charakterowi pisma. I te jej pełne ciepła słowa: "Loluś nie pisze, Loluś rzeźbi". Pamiętam jej śmiech z naszych dziecięcych żartów, jej zapach, kiedy nachylała się nade mną, chcąc zanotować coś w moim zeszycie, jej błysk w jej czarnych oczach, kiedy w czwartej klasie rozwiązałam zadanie dla gimnazjalistów i dźwięk jej oklasków podczas szkolnych akademii. I jeszcze to, jak na jedną z rad pedagogicznych przyszła z młodszym synkiem prowadząc go za rączkę. To, że walczyła dla mnie o nauczyciela wspomagającego i wydłużony czas pisania konkursu z matematyki, już na poziomie ogólnopolskim i to, że się nigdy nie denerwowała na nas. Ani wtedy, gdy ktoś czegoś nie potrafił (a to zdarzało się nagminnie), ani nawet wtedy, gdy jeden z moich kolegów złapał ją za tyłek, kiedy stała przodem do tablicy.
A potem ten poukładany świat runął w jednej chwili, kiedy okazało się, że pracuje u nas tylko do końca roku szkolnego. Szczęście trwało zaledwie 9 miesięcy, a jeżeli wziąć pod uwagę wszystkie dni wolne od nauki i wyjazdy na zawody sportowe, to jeszcze mniej. Przez kilka tygodni płakałam podczas lekcji licząc, że ktoś odwoła ten wyrok. Podobno bywały dni, podczas których potrafiłam płakać przez cały dzień w szkole. To wtedy zaczęłam się obwiniać za to, że może trzeba było się bardziej starać i spróbować ogarnąć program z matematyki nie tylko z klasy 4 i 5, ale też 6 i w ogóle całego gimnazjum. Że może wtedy by nie odeszła, że może by została. Że może gdyby nie nasze szczenięce żarty nie miałaby powodu, żeby odejść. Teraz wiem, iż prawdopodobnie nic by to nie zmieniło. Ale wtedy miałam tylko dziesięć lat i z takiej perspektywy widziałam otaczający mnie świat. Może gdyby w tamtym czasie ktoś ze mną porozmawiał i zapewnił mnie, że to nie moja wina, wyjaśnił, dlaczego tak się stało, to nie zamartwiałabym się tym przez większość życia. Kto wie, być może nawet bym o niej zapomniała. Jednak nikt z nami nie przeprowadził takiej rozmowy. Pewnie myśleli, że sami z czasem przestaniemy o niej pamiętać. I tak się chyba stało z wszystkimi moimi kolegami i koleżankami z klasy*. Oprócz mnie. Może gdyby nas odwiedzała tak jak obiecała na odchodnym to też inaczej by to wszystko wyglądało. Ale przyszła tylko raz na kilka minut 7 września. A potem widziałam ją raz na rozdaniu nagród Prezydenta Miasta za osiągnięcia naukowe. Wiecie, że nawet nie mam jej fotografii? Ale najpiękniejsze z możliwych zdjęć zostało zapisane w moim sercu - "rozbłyska jej złoty śmiech, przerwany w pół czuły gest (...) rysunek ust, barwa słów". A ja "uniosę go, ocalę wszędzie, czy będzie przy mnie, czy nie będzie (...). Gdy kiedyś powie do mnie >>wybacz<<, przez życie pójdę oglądając się wstecz".
Czasami wyobrażam sobie, że ją spotykam ot tak, na ulicy. Jak jeszcze chodziłam do szkoły i zbliżał się jakiś konkurs matematyczny, zwłaszcza na szczeblu miejskim miałam cichą nadzieję, że ją na nim spotkam. Jak się potem okazało, były one złudne. Potem moja fantazja przeniosła miejsce tych spotkań na ulicę. Ona mnie nie rozpoznaje, ale ja Jej tłumaczę, kim jestem. Dopiero wtedy szczery uśmiech rozpromienia Jej oblicze, a Ona sama mocno przytula mnie do siebie. Jak wtedy, kiedy zdobyłam tytuł laureata w Kangurze Matematycznym. Ja zaś streszczam jej te wszystkie lata, mówię, co mi się udało, zapewniam, że raczej by się na mnie nie zawiodła, bo matematyka zawsze mi dobrze szła. Może nawet najlepiej ze wszystkich moich przedmiotów szkolnych? A Ona wtedy mi odpowiada, że bardzo się z tego cieszy. A potem zadaję jej najtrudniejsze pytanie: "dlaczego?" - dlaczego musiała wtedy odejść? I dlaczego nie znalazła czasu na głupie odwiedziny? Tak bardzo czekałam na ten dzień przez pięć lat, aż do chwili przejścia do szkoły średniej. Naprawdę wierzyłam w to, że któregoś dnia wyjdzie z klatki schodowej jak kiedyś. Nie doczekałam się. Nie byłam na nią zła. Było mi po prostu przykro. A wtedy Ona mi tłumaczy, że po prostu nie mogła i prosi o przebaczenie. A ja nawet nie potrafię mieć o to do niej żalu. Więc tylko mówię jej, że w zasadzie nic się nie stało, bo przyzwyczaiłam się już do tego, że większość ludzi nie ma dla mnie czasu. Że nie chciałam w niej wzbudzić winy, a jeżeli tak się stało, to najmocniej ją za to przepraszam, tylko chciałam znać odpowiedzi na nurtujące mnie pytania, aby to wszystko na nowo sobie poukładać. I jeszcze poprosiłabym Ją o jakiś kontakt do siebie, tak aby nie musieć czekać na następną rozmowę kolejne 22 lata.
To oczywiście tylko moje wyobrażenie sytuacji, w której udaje mi się ją spotkać. Co by się stało, gdyby rzeczywiście doszło do naszego spotkania? Czy na pewno zachowałabym spokój, czy może emocje wzięłyby górę, czego raczej bym nie chciała. W sumie wiem, gdzie pracuje teraz, teoretycznie można by było tam podejść, ale... Wiem, że to nie jest najlepszy pomysł. Bo co tak naprawdę miałabym jej powiedzieć? "Dzień dobry pani Basiu, to ja, Lolek z czwartek klasy sportowej"? Przecież nie możliwe, aby mnie po tylu latach pamiętała. Chyba nigdy nie poznam odpowiedzi na nie dające mi spokoju pytania. Ale może dzięki temu nie zostanie obalony mój wewnętrzny mit o ideale jej osoby?

Pragnienie
Jest takie pragnienie,
ukryte w głębi serca,
niewypowiedziane na głos,
żeby nie zniszczyć jego płomienia.
Zobaczyć raz jeszcze jej oczy,
pełne radości i zrozumienia,
usłyszeć jej perlisty śmiech ,
odbijający się echem od szkolnych ścian.
Poczuć raz jeden ten dotyk,
dający otuchę w trudnościach.
Wpaść w jej mocne ramiona,
i zamknąć w nich cały mój świat...
* Kiedy w rozmowach o Niej wspominam, nie wiedzą o kim mówię

11 komentarzy:

  1. Naprawdę ta nauczycielka musiała być wyjątkową osobą, skoro pomimo tego, że uczyła Cię tak krótko, tak mocno zapisała się w Twoim sercu i w pamięci, do dzisiaj pamiętasz żal i smutek jaki czułaś po Jej odejściu z Twojej szkoły. Z pewnością byłaby z Ciebie dumna widząc jaką jesteś fajną osobą. Może warto spróbować nawiązać z Nią jakiś kontakt? Pozdrawiam cieplutko.

    OdpowiedzUsuń
  2. Cześć Karolciu, widzisz jak to jest. Człowiek nie może być zbyt kochany, bo wtedy druga osoba z trudnościami przeżywa bardzo źle, że musi sobie radzić sama. Jest nieszczęśliwa, kiedy nikt nie czuwa i nie daje ciepła . ..Tak bywa w związkach. Ale może mi się tylko zdaje. :-) Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  3. Fajnie że masz taką nauczycielkę którą tak miło wspominasz. Mnie się tak po prawdzie nikt taki nie wyrył w pamięci , przynajmniej nie tak co by go do dzisiaj wspominać.. Ale skoro tak miło ją wspominasz może faktycznie spróbuj nawiązać z nią kontakt.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja chyba nikogo aż tak nie wspominam, z moich nauczycieli....

    OdpowiedzUsuń
  5. I ja miałam dwie wspaniale nauczycielki takie które dały nadzieje, podbudowały i wiedzę. Miło powspominać.Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Skoro poświęciłaś swój piękny wiersz tej pani, to musiała być wyjątkowa!
    Wpływ nauczycieli na nasze życie bywa ogromny...
    jotka

    OdpowiedzUsuń
  7. Piękne wspomnienia...idź proszę do tej Pani, na pewno Cię rozpozna, byłaś wyjątkowo uzdolniona matematycznie, więc pamięta, będzie jej miło. Na pewno jej powody, dla których nie przyszła miały " nieuczniowskie" podłoże. Dziś spotkałam na cmentarzu, po pogrzebie jednego z moich uczniów. Matematyka nie była jego mocną stronę, ale serdecznie mnie uściskał i pogadaliśmy od serca, to takie miłe dla obojga...

    OdpowiedzUsuń
  8. Karolinko, zachęcam Cię, żebyś spróbowała nawiązać kontakt z panią Basią, jestem pewno, że Cię pamięta i będzie jej bardzo miło. A mnie właśnie dzisiaj odwiedziła w szkole była uczennica (bardzo słabiutka, pomagałam jej po lekcjach w nauce), dziś już oczywiście dorosła kobieta, żeby się pochwalić, że zdała egzamin na prawo jazdy. Nawet nie wiesz jak mnie to uszczęśliwiło. I wierz mi - doskonale pamięta się swoich uczniów sprzed lat, nawet jeśli nie zawsze kojarzy się ich nazwiska (wiadomo, po wielu
    latach trochę się ich nagromadzi).
    Co do tego, że pani nie odwiedziła szkoły, przyczyny mogły być naprawdę przeróżne. Ale przyznam, że uderzył mnie w Twoim tekście incydent złapania jej za pupę przez ucznia. Myślę, że akurat ja, gdyby mi się coś takiego przydarzyło, nie miałabym najmniejszej ochoty przekroczyć progu szkoły, w której spotkała mnie taka sytuacja. Co nie znaczy oczywiście, że to był motyw braku odwiedzin Twojej pani.
    W każdym razie jeszcze raz Cię zachęcam, żebyś nawiązała kontakt, Karolinko.
    Mocne uściski.

    OdpowiedzUsuń
  9. Znów mnie wylogowało:( Powyżej pisałam ja - Małgosia X

    OdpowiedzUsuń
  10. Ciągle piękne i świeże masz wspomnienie. Ja byłam pod wrażeniem mojego nauczyciela matematyki ze szkoły średniej. Potem sama uczyłam matematyki i fizyki. Często spotykam i rozmawiam ze swoimi uczniami. Mam nadzieję , że też mnie dobrze wspominają. Pozdrawiam serdecznie 🌺🌺🌺

    OdpowiedzUsuń
  11. Widać, że mocno zapadła Ci w pamięć. Niektórych nauczycieli darzę sentymentem, ale żadnego aż takim, żeby o nim myśleć.
    Każdy nauczyciel ma tylu uczniów, że może ciężko spamiętać wszystkich, ale niektórych się pamięta na pewno - myślę, że jest duża szansa, że jesteś jednym z nich.

    OdpowiedzUsuń